 | | Bajki Slaskie | |  | str.glowna |  | |
 | |
Spotkanie z rozbojnikiem Pistulka
Historia, ktora teraz opowiemy, wydarzyla sie ponad sto lat temu niedaleko Bytomia. Rosnie tam las - niegdys bardzo gesty i rozlegly. Dzis nikt juz sie nie boi zanurzyc w zielona gestwine, ale jeszcze nie tak dawno temu budzila ona prawdziwa groze. Tam bowiem mial jedna ze swoich kryjowek slynny na calym Slasku rozbojnik Pistulka. Ludzie cuda opowiadali o jego odwadze i sprycie, bo tez zboj to byl nie lada. Niejeden podrozny po spotkaniu z nim w jakims lesnym ustroniu wracal do domu bez grosza przy duszy, a jego ciezkie, wypchane zlotem sakiewki ladowaly w skarbcu Pistulki ukrytym gleboko w lesie. Zwlaszcza bogacze mieli szczescie do takich przygod, ci co to majatku maja az nadto, a dzielic sie nim bardzo, ale to bardzo nie lubia. Oni tez na Pistulke szczegolnie byli zawzieci. Raz nawet udalo im sie rozbojnika zlapac i wsadzic do aresztu, ale po dwoch dniach juz go tan nie bylo. |  | |
|
Jak to sie stalo? Dokladnie nie wiadomo. Byli tacy, ktorzy widzieli, jak maly ptaszek przyniosl Pistulce w dziobie zdzblo zbojeckiej trawy, tak ostrej, ze potrafila przeciac najgrubsze kraty. Czy to prawda, czy zwykle ludzkie bajanie? Trudno powiedziec. Wazne, ze Pistulka znow byl na wolnosci, znowu wedrowal po calym Slasku i lupil ile sie dalo. Ale, ale... Czas wrocic do bytomskiego lasu - tam, gdzie rozpoczela sie nasza opowiesc. Gdy rozeszla sie wiesc, iz slynny zbojnik grasuje w okolicy, lesne sciezki nagle opustoszaly. Malo kto odwazal sie na nie zapuszczac, bojac sie spotkania z Pistulka. A tu akurat przydarzylo sie nieszczescie. Wdowie Millerowej, ktora mieszkala w chacie na skraju lasu, zachorowala corka, mala Ula. Dziewczynka lezala w goraczce i widac bylo, ze bardzo cierpi. Coz bylo robic? Matka, niewiele myslac, otulila ja cieplo, zamknela chate i z mala na rekach ruszyla na przelaj przez las. Byle szybko do domu doktora! Nie uszla daleko, gdy nagle zza drzew wylonila sie jakas postac. Droge zastapil jej nieznajomy mezczyzna. Wdowa najpierw bardzo sie przestraszyla i chciala go jak najszybciej wyminac, ale zauwazyla, ze nieznajomy usmiechnal sie do niej spod wielkich wasow, a jego czarne jak dwa wegle oczy przypatrywaly sie jej zyczliwie. | |
- Czego sie tak boicie, kobieto? - zapytal. - Spiesze z corka do doktora, a droga, jak widzicie, ciemna i niebezpieczna. Ponoc Pistulka tu gdzies siedzi, ten, ktory ludzi napada i rabuje. - Pistulki sie boicie? Hmm... Pomoge sie wam przez las przeprawic i jakby co przed zbojem obronie - rzekl, usmiechajac sie tajemniczo. Nieznajomy wzial chora Ule na rece i ruszyli przed siebie. Gdy las sie konczyl i dalej droga wiodla juz wsrod pol i zabudowan, mezczyzna stanal. - Poczekam tu na was i pomoge w powrotnej drodze. Kiedy wracali, wdowa opowiadziala mu o siebie. Niedawno zmarl jej maz - kowal, a ona zostala sama z Ula. Ciezko im jest, bieda daje sie we znaki, a tu na domiar zlego jeszcze dziewczynka choruje. |  | |
|
- Bede musiala znowu isc przez las po nowe leki do doktora. Oby tylko na tego zboja Pistulke sie nie natknac! - konczyla swoja opowiesc, bo juz zblizali sie do jej chaty. Mezczyzna slyszac te slowa usmiechna sie po raz kolejny. Potem siegnal do kieszeni i wyciagnal z niej garsc zlotych talarow. - To dla was wdowo, zeby Ula szybko wyzdrowiala i miala wszystko, co trzeba. Dar od rozbojnika Pistulki. I powiedzcie ludziom, zeby sie nie bali chodzic do lasu, bo Pistulka biednych nie krzywdzi, a tylko bogaczom sakiewki oproznia. Badzcie zdrowi! Powiedziawszy to, zniknal wsrod drzew. Wyobrazcie sobie zdumienie wdowy, gdy okazalo sie, kim byl jej tajemniczy opiekun. Opowiedziala o wszystkim sasiadom. Na poczatku nikt nie chcial jej wierzyc, ale blyszczace zlote talary byly dowodem tej niezwyklej przygody. Wielu potem wedrowalo po lesie, wypatrujac, czy rozbojnik gdzies sie nie pojawi. Ale nikomu nie udalo sie juz go spotkac. | |
| | | | | | | |